Rozdział 8
Byłam tak bardzo podekscytowana przyjazdem Federico, że zapomniałam powiedzieć rodzinie o dostaniu się do Studio. Tylko Angie o tym wiedziała. Mam nadzieję, że nie powiedziała nikomu, bo to miała być niespodzianka.
Godzina 7:15. Mój plan się powiódł - namówiłam Fede, żeby poszedł ze mną do miejsca, w którym się uczę i poznał moich znajomych. Tak dużo opowiadałam mu o Francesce, Leonie, Camilli, Maxim. Podobało mu się to, że otoczyłam się takimi ludźmi. Nie ukrywał - również chciał mieć tutaj przyjaciół. Mówiłam mu także o Ludmile. Nie był zachwycony, nazwał ją pustą blondi.
Musiałam jeszcze zadzwonić do Leona - Ramallo podwozi mnie i Fede na miejsce, więc nie mogę z nim iść.
- Violetta? - chłopak odebrał po 2 sygnałach.
- Tak. - potwierdziłam.
- Coś się stało? - zapytał.
- Nie, chciałam Ci tylko powiedzieć, że nie mogę dzisiaj z Tobą iść. - wytłumaczyłam. - Ale widzimy się na miejscu, tak?
- Tak, tak. - nie wiem dlaczego, ale czułam jak się do mnie uśmiecha.
Po rozmowie z Leonem włożyłam telefon do torebki i szybko zeszłam po kręconych schodach na dół.
- Śniadanie! - poinformowała głośno Olga.
Federico zjawił się przy stole jak torpeda. Potem doszedł jeszcze tata i Ramallo.
Gdy już zjedliśmy pożegnałam się z tatą i wyszliśmy.
*Studio 21*
Razem z Fede pewnym krokiem weszłam do budynku. Pokazywałam mu różne sale i tłumaczyłam, że każda jest do czegoś innego. Chyba mu się tu spodobało, bo z lekkim uśmiechem i fascynacją w oczach rozglądał się dookoła. Po krótkiej chwili podbiegła do nas Francesca.
- Hej Viola! - przywitała mnie. - Czekałam na Ciebie, myślałam, że przyjdziesz z Leonem.
- Nie, nie mogłam. - wytłumaczyłam. - Poznajcie się. Fede to jest Francesca, moja przyjaciółka. Fran, to jest Federico, mój brat.
- Fran, miło mi. - uśmiechnęła się i podała mu rękę.
- Fede. - odwzajemnił uśmiech i uścisnął jej dłoń. - Mi również.
- Będziesz chodził tu do szkoły? - spytała włoszka.
- Nie... - powiedział niepewnie.
- Tak, to świetny pomysł! - poprałam Francesce.
- Ale przecież opowiadałaś mi, że to nie takie proste, że egzaminy nie są łatwe. - powiedział nieprzekonany do naszego pomysłu Federico.
- Trzeba wierzyć w siebie! - uśmiechnęła się Fran.
- Musisz być pewny siebie i się uda. - próbowałam go przekonać.
- Ale nie każdy ma talent. - dodał szybko.
- Każdy ma jakiś talent. - odpowiedziałam.
Oczami Violetty
.
niedziela, 9 sierpnia 2015
wtorek, 28 lipca 2015
Mam brata!
Rozdział 7
Lekcja tańca była już ostatnią lekcją. Przypominała trochę W-F. Gdy zadzwonił dzwonek wyszłam z sali i szukałam oczami Leona. Nigdzie go nie było. ''Wrócę sama'' - pomyślałam. Ruszyłam w stronę drzwi wyjściowych i dopiero tam go zauważyłam.
- O hej, Leon. - podeszłam do niego. - Idziemy?
- Tak, pewnie. - odpowiedział nie uśmiechając się.
Od razu wiedziałam, że coś jest nie tak. Gdy byliśmy poza bramą Studio próbowałam dowiedzieć się o co chodzi.
- Coś się stało? - zapytałam patrząc mu w oczy. Natychmiast wbił wzrok w szary chodnik.
- Nie, wszystko jest dobrze. - zapewniał.
- Przecież widzę. - upierałam się.
- Jutro kupię Ci okulary. - powiedział żartem.
Mnie to nie śmieszyło, bo wiedziałam, że coś się dzieje.
- Powiedz mi. - upierałam się.
- To niczego nie zmieni. - wywnioskował.
- Postaram się pomóc. - zaproponowałam.
- No ale wszystko jest dobrze. - mówił niezbyt przekonująco.
- Tak, widać. - powiedziałam szybko, tracąc wiarę na to, że on mi coś powie.
- Po prostu ja i Ludmiła już nie jesteśmy razem. - a jednak powiedział.
- Przykro mi... - powiedziałam ze współczuciem. Wiem jak to jest stracić ukochaną osobę, ale wydaje mi się, że ta blondynka nie była taka kochana.
- To nic wielkiego. - przekonywał.
- Jeżeli to nic wielkiego, to dlaczego jesteś smutny? - zapytałam.
- Bo rozstanie z kimś kogo się kochało boli. - odpowiedział.
Miał rację.
- Zgadzam się. - poparłam.
Gdy tylko wypowiedziałam te słowa, zorientowałam się, że jesteśmy już przed moim domem.
- To widzimy się jutro, pa. - powiedziałam szybko, ale wyraźnie i przekroczyłam bramę wejściową.
- Tak, pa. - odpowiedział i poszedł dalej.
Gdy weszłam do mieszkania usłyszałam głos taty dochodzący z salonu. ''To dziwne, zawsze przecież siedzi zamknięty w biurze'' - pomyślałam. Niepewnie weszłam do pokoju, w którym był mój tata i ktoś jeszcze. To był chłopak, który wydawał mi się znajomy.
- Hej, tato. - przywitałam się.
- Nie poznajesz mnie? - chłopak popatrzył mi w oczy i się uśmiechnął.
To chyba Federico... Ale to nie możliwe...
- Federico?... - spytałam z niedowierzaniem.
- 1oo punktów! - zaśmiał się i mnie przytulił.
Federico to mój brat. Jest o rok starszy, ma 18 lat. Nie widzieliśmy się jakieś 2 lata, ale od razu go poznałam. Gdy się od siebie oderwaliśmy zaczęłam zasypywać go pytaniami. Tatę zresztą też.
*Wieczór*
Angie niedawno przyszła i bardzo zdziwiła się, ale też ucieszyła na widok Federico, tak samo jak Ramallo i Olga, która nie chciała go puścić. Teraz wszyscy siedzimy przy stole w jadalni i rozmawiamy, a raczej wypytujemy o wszystko Fede. Tak bardzo się cieszę, że on z nami jest.
Po paru godzinach gadania i jedzenia mój braciszek powiedział:
- Ja już muszę się zbierać.
- Masz już mieszkanie? - zdziwił się tata. - Myślałem, że jesteś w Buenos Aires od dzisiaj.
- Tak, dzisiaj przyjechałem. - potwierdził chłopak. - Zatrzymam się na noc w jakimś hotelu.
- Nie! - nie zgadzałam się. - Zostaniesz u nas!
- Tak, to świetny pomysł. - uśmiechnął się tata. - A zresztą sam sobie nie poradzisz, masz dopiero 18 lat, więc możesz tu nawet zamieszkać.
- Naprawdę? - Federico w ogóle się tego nie spodziewał ze strony taty, tak samo jak ja.
- No pewnie. - uśmiech nie schodził mu z twarzy. - Będziesz miał pokój naprzeciwko Violetty. W końcu jesteś jej starszym bratem i musisz jej pilnować.
- Wiadomo. - śmiejąc się powiedział Fede.
- Potem się jeszcze okaże, że to ja będę musiała pilnować jego. - zakończyłam dyskusję.
Lekcja tańca była już ostatnią lekcją. Przypominała trochę W-F. Gdy zadzwonił dzwonek wyszłam z sali i szukałam oczami Leona. Nigdzie go nie było. ''Wrócę sama'' - pomyślałam. Ruszyłam w stronę drzwi wyjściowych i dopiero tam go zauważyłam.
- O hej, Leon. - podeszłam do niego. - Idziemy?
- Tak, pewnie. - odpowiedział nie uśmiechając się.
Od razu wiedziałam, że coś jest nie tak. Gdy byliśmy poza bramą Studio próbowałam dowiedzieć się o co chodzi.
- Coś się stało? - zapytałam patrząc mu w oczy. Natychmiast wbił wzrok w szary chodnik.
- Nie, wszystko jest dobrze. - zapewniał.
- Przecież widzę. - upierałam się.
- Jutro kupię Ci okulary. - powiedział żartem.
Mnie to nie śmieszyło, bo wiedziałam, że coś się dzieje.
- Powiedz mi. - upierałam się.
- To niczego nie zmieni. - wywnioskował.
- Postaram się pomóc. - zaproponowałam.
- No ale wszystko jest dobrze. - mówił niezbyt przekonująco.
- Tak, widać. - powiedziałam szybko, tracąc wiarę na to, że on mi coś powie.
- Po prostu ja i Ludmiła już nie jesteśmy razem. - a jednak powiedział.
- Przykro mi... - powiedziałam ze współczuciem. Wiem jak to jest stracić ukochaną osobę, ale wydaje mi się, że ta blondynka nie była taka kochana.
- To nic wielkiego. - przekonywał.
- Jeżeli to nic wielkiego, to dlaczego jesteś smutny? - zapytałam.
- Bo rozstanie z kimś kogo się kochało boli. - odpowiedział.
Miał rację.
- Zgadzam się. - poparłam.
Gdy tylko wypowiedziałam te słowa, zorientowałam się, że jesteśmy już przed moim domem.
- To widzimy się jutro, pa. - powiedziałam szybko, ale wyraźnie i przekroczyłam bramę wejściową.
- Tak, pa. - odpowiedział i poszedł dalej.
Gdy weszłam do mieszkania usłyszałam głos taty dochodzący z salonu. ''To dziwne, zawsze przecież siedzi zamknięty w biurze'' - pomyślałam. Niepewnie weszłam do pokoju, w którym był mój tata i ktoś jeszcze. To był chłopak, który wydawał mi się znajomy.
- Hej, tato. - przywitałam się.
- Nie poznajesz mnie? - chłopak popatrzył mi w oczy i się uśmiechnął.
To chyba Federico... Ale to nie możliwe...
- Federico?... - spytałam z niedowierzaniem.
- 1oo punktów! - zaśmiał się i mnie przytulił.
Federico to mój brat. Jest o rok starszy, ma 18 lat. Nie widzieliśmy się jakieś 2 lata, ale od razu go poznałam. Gdy się od siebie oderwaliśmy zaczęłam zasypywać go pytaniami. Tatę zresztą też.
*Wieczór*
Angie niedawno przyszła i bardzo zdziwiła się, ale też ucieszyła na widok Federico, tak samo jak Ramallo i Olga, która nie chciała go puścić. Teraz wszyscy siedzimy przy stole w jadalni i rozmawiamy, a raczej wypytujemy o wszystko Fede. Tak bardzo się cieszę, że on z nami jest.
Po paru godzinach gadania i jedzenia mój braciszek powiedział:
- Ja już muszę się zbierać.
- Masz już mieszkanie? - zdziwił się tata. - Myślałem, że jesteś w Buenos Aires od dzisiaj.
- Tak, dzisiaj przyjechałem. - potwierdził chłopak. - Zatrzymam się na noc w jakimś hotelu.
- Nie! - nie zgadzałam się. - Zostaniesz u nas!
- Tak, to świetny pomysł. - uśmiechnął się tata. - A zresztą sam sobie nie poradzisz, masz dopiero 18 lat, więc możesz tu nawet zamieszkać.
- Naprawdę? - Federico w ogóle się tego nie spodziewał ze strony taty, tak samo jak ja.
- No pewnie. - uśmiech nie schodził mu z twarzy. - Będziesz miał pokój naprzeciwko Violetty. W końcu jesteś jej starszym bratem i musisz jej pilnować.
- Wiadomo. - śmiejąc się powiedział Fede.
niedziela, 12 lipca 2015
Dostałam się!
Rozdział 6
Następnego dnia brunet już czekał przed moim domem.
- Violetta! - powiedział gdy tylko mnie zobaczył.
- Przepraszam za spóźnienie ... - powiedziałam. - Trochę zaspałam ...
- Nie ma sprawy. - czemu on zawsze się uśmiecha? - Idziemy?
- Tak. - odpowiedziałam mu.
*Studio*
Drzwi Studio jak zwykle były otwarte. ''Nie no, znowu ona?'' - pomyślałam, gdy zobaczyłam Ludmiłę kłócącą się z Fran.
- Francesca, co się dzieje?! - zapytałam niespokojnie.
- Leon, jak dobrze, że przyszedłeś! - zaczęła krzyczeć blondynka.
- Ludmiła co się znowu stało? - Leon chciał znać szczegóły jej kłótni z Fran.
- Przyszliście razem? - czarnowłosa odbiegła od tematu.
- Tak, ale... - przerwano mi.
- Leon, powiedz, że ona kłamie! - Ludmiła była wściekła. - Zrozum wreszcie, że my nie jesteśmy na takim poziomie! Kiedyś byłeś inny, lepszy! A teraz z kim się zadajesz? Z jakąś niezdarą?
Chciałam jej powiedzieć co o niej myślę, ale zanim zdążyłam coś powiedzieć, odezwał się Leon.
- Nie mów tak o niej. - stanął w mojej obronie. - To ty się zmieniłaś Ludmiła. Jeśli tak dalej będzie to nie możemy być razem.
Jej mina była bezcenna. Z chęcią zrobiłabym jej zdjęcie, ale musiałam dogonić Leona.
- Fran, widzimy się później. - powiedziałam szybko i pobiegłam w stronę chłopaka.
Nie znalazłam go jednak, bo Angie zawołała do sali tych, którzy przystępowali do egzaminów.
- Chciałam Wam wszystkim pogratulować i Wam podziękować. - zaczęła przemowę. - Egzaminy nie były łatwe, ktoś się na pewno nie dostał, więc musi więcej ćwiczyć, a za parę lat pójdzie mu bardzo dobrze. Cieszę się, że mieliście i macie chęć i pasję. A teraz idźcie na lekcję, bo już na przerwie wyniki będą na tablicy, na korytarzu.
Nie mogłam się już doczekać. Denerwowałam się, przecież bardzo mi zależało na dostaniu się do tego miejsca. Lekcja ciągnęła się w nieskończoność. Chciałam jak najszybciej dowiedzieć się czy będę uczennicą Studia, czy mam spróbować szczęścia za parę lat. Spojrzałam na zegarek - już za minutę dzwonek! Jakoś dotrwałam do końca. Gdy tylko głośne 'Dryyyyyń!' zagłuszyło Studio, wybiegłam z klasy jako pierwsza. Przy tablicy ogłoszeń stali już Camilla i Maxi. Na liście od razu zauważyłam moje imię - tylko ono zaczyna się na literę 'V'.
- Dostałam się! - krzyknęłam.
Byłam najszczęśliwsza na świecie, nie panowałam nad swoimi ruchami. Przytuliłam Camillę bardzo mocno.
- Viola, duszę się! - powiedziała ledwo co.
- Przepraszam, po prostu bardzo się cieszę. - wytłumaczyłam się.
- Gratulację kochana! - Cami też mnie przytuliła, tylko troszkę luźniej.
- Też się cieszę, gratulację! - powiedział Maxi.
- Dziękuję Wam. - odpowiedziałam. - Idę powiedzieć Fran i Leonowi!
Francesca nie stała daleko, więc od razu do niej podbiegłam.
- Od dzisiaj będę uczyła się w Studio! - pochwaliłam się.
- To świetnie, jestem z Ciebie dumna! - pogratulowała mi i przytuliła mnie mocno.
Leona nigdzie nie mogłam znaleźć. ''Powiem mu jak skończą się lekcje, w drodze do domu będę miała dużo czasu'' - pomyślałam i zadowolona pobiegłam na kolejną lekcję - lekcję tańca.
Następnego dnia brunet już czekał przed moim domem.
- Violetta! - powiedział gdy tylko mnie zobaczył.
- Przepraszam za spóźnienie ... - powiedziałam. - Trochę zaspałam ...
- Nie ma sprawy. - czemu on zawsze się uśmiecha? - Idziemy?
- Tak. - odpowiedziałam mu.
*Studio*
Drzwi Studio jak zwykle były otwarte. ''Nie no, znowu ona?'' - pomyślałam, gdy zobaczyłam Ludmiłę kłócącą się z Fran.
- Francesca, co się dzieje?! - zapytałam niespokojnie.
- Leon, jak dobrze, że przyszedłeś! - zaczęła krzyczeć blondynka.
- Ludmiła co się znowu stało? - Leon chciał znać szczegóły jej kłótni z Fran.
- Przyszliście razem? - czarnowłosa odbiegła od tematu.
- Tak, ale... - przerwano mi.
- Leon, powiedz, że ona kłamie! - Ludmiła była wściekła. - Zrozum wreszcie, że my nie jesteśmy na takim poziomie! Kiedyś byłeś inny, lepszy! A teraz z kim się zadajesz? Z jakąś niezdarą?
Chciałam jej powiedzieć co o niej myślę, ale zanim zdążyłam coś powiedzieć, odezwał się Leon.
- Nie mów tak o niej. - stanął w mojej obronie. - To ty się zmieniłaś Ludmiła. Jeśli tak dalej będzie to nie możemy być razem.
Jej mina była bezcenna. Z chęcią zrobiłabym jej zdjęcie, ale musiałam dogonić Leona.
- Fran, widzimy się później. - powiedziałam szybko i pobiegłam w stronę chłopaka.
Nie znalazłam go jednak, bo Angie zawołała do sali tych, którzy przystępowali do egzaminów.
- Chciałam Wam wszystkim pogratulować i Wam podziękować. - zaczęła przemowę. - Egzaminy nie były łatwe, ktoś się na pewno nie dostał, więc musi więcej ćwiczyć, a za parę lat pójdzie mu bardzo dobrze. Cieszę się, że mieliście i macie chęć i pasję. A teraz idźcie na lekcję, bo już na przerwie wyniki będą na tablicy, na korytarzu.
Nie mogłam się już doczekać. Denerwowałam się, przecież bardzo mi zależało na dostaniu się do tego miejsca. Lekcja ciągnęła się w nieskończoność. Chciałam jak najszybciej dowiedzieć się czy będę uczennicą Studia, czy mam spróbować szczęścia za parę lat. Spojrzałam na zegarek - już za minutę dzwonek! Jakoś dotrwałam do końca. Gdy tylko głośne 'Dryyyyyń!' zagłuszyło Studio, wybiegłam z klasy jako pierwsza. Przy tablicy ogłoszeń stali już Camilla i Maxi. Na liście od razu zauważyłam moje imię - tylko ono zaczyna się na literę 'V'.
- Dostałam się! - krzyknęłam.
Byłam najszczęśliwsza na świecie, nie panowałam nad swoimi ruchami. Przytuliłam Camillę bardzo mocno.
- Viola, duszę się! - powiedziała ledwo co.
- Przepraszam, po prostu bardzo się cieszę. - wytłumaczyłam się.
- Gratulację kochana! - Cami też mnie przytuliła, tylko troszkę luźniej.
- Też się cieszę, gratulację! - powiedział Maxi.
- Dziękuję Wam. - odpowiedziałam. - Idę powiedzieć Fran i Leonowi!
Francesca nie stała daleko, więc od razu do niej podbiegłam.
- Od dzisiaj będę uczyła się w Studio! - pochwaliłam się.
- To świetnie, jestem z Ciebie dumna! - pogratulowała mi i przytuliła mnie mocno.
Leona nigdzie nie mogłam znaleźć. ''Powiem mu jak skończą się lekcje, w drodze do domu będę miała dużo czasu'' - pomyślałam i zadowolona pobiegłam na kolejną lekcję - lekcję tańca.
wtorek, 7 lipca 2015
Przesłuchanie.
Rozdział 5
Na szczęście nie musiałam spotykać się z tą całą Ludmi, czy jak jej tam, bo najpierw musiałam iść na przesłuchanie. Bardzo się boję.
- Violetta Castillo. - usłyszałam moje imię.
To już czas. Musiałam tam iść i pokazać co potrafię. Problem jest w tym, że ja nic nie potrafię. ''Raz kozie śmierć'' - pomyślałam i weszłam do środka. Na początku miałam zatańczyć to piosenki ''Dile Que Si''. Jak skończyłam to zobaczyłam, że przy drzwiach stoi Fran, Cami, Leon i jakiś czarnowłosy, dziwnie ubrany chłopak. Następna ''runda'', w której miałam zaśpiewać ''Te Creo'', była dla mnie przyjemnością, do póki nie pojawiła się ta blondi. ''No, teraz musisz pokazać na co Cię stać, Violetta'' - mówiłam sama do siebie w myślach. Na szczęście wszystko poszło dobrze. Ostatnia ''konkurencja'' to granie na instrumentach. Też nie miałam z tym jakiegoś wielkiego problemu. Kiedy było już po wszystkim wyszłam stamtąd i mocno przytuliłam Francescę. Nie wiem czemu, tak jakoś, potrzebowałam tego.
- Poszło Ci świetnie! - Fran chyba trochę przesadziła.
- Nie, przecież... - Cami mi przerwała.
- Ty tak pięknie śpiewasz. - dziewczyna była zachwycona.
- Dziękuję Wam dziewczyny, jesteście kochane.
- Poszło Ci świetnie. - powiedział Leon.
- Dziękuję. - odpowiedziałam.
I nagle ta blondi.
- To miał być żart? - ten jej sztuczny śmiech. - Jak tańczyłaś to prawie się przewróciłaś, strasznie fałszowałaś, a od gitary odpadła struna, prawda?
- Ludmi, proszę Cię... - wydukał Leon.
- Żartem jest to, że mówisz do mnie takie rzeczy i się ośmieszasz. - powiedziałam i odeszłam.
Fran i Cami od razu do mnie podbiegły.
- Trochę przesadziłaś. - powiedziała Camilla otwarcie.
- Jesteś po jej stronie? - byłam rozczarowana. - Słyszałaś co ona do mnie mówiła? Jak mnie obrażała?
- Po prostu chodzi o to, że Ludmiła jest nieobliczalna. - wtrąciła się Francesca. - Może zrobić wszystko, żeby uprzykrzyć Ci życie.
- Ale ona nie może się tak do nas odzywać. - powiedziałam i odeszłam.
Jak one mogły jej bronić? Przecież słyszały jak ona się do mnie odzywa. I co? Miałam stać i nic nie robić? Miałam ochotę iść już do domu. Chwila... Przecież mogłam iść już do domu! Zobaczyłam, że Leon tez już idzie, więc pomyślałam, że możemy iść razem.
- Leon! - krzyknęłam.
Zaczekał na mnie przy wyjściu, a ja szybko się tam zjawiłam.
- Leon, pójdziemy razem? - spytałam.
- No pewnie. - odpowiedział z uśmiechem.
Gdy byliśmy już poza Studiem, to odważyłam go się spytać gdzie mieszka. Fajnie się złożyło: mieszkał cztery domy za mną.
- Chodzisz z tą blondynką? - zapytałam go wreszcie, ale zapomniałam jak ona miała na imię.
- Z Ludmiłą? - nie wiedział o kim mówię.
Tak, to była Ludmiła!
- Tak, tak. - odpowiedziałam.
- No tak, a co? - znowu zadał pytanie. - Coś z nią nie tak?
Widać, że on bardzo ją kocha. Od razu się zaniepokoił. Czułam coś dziwnego w środku. Nie wiem co to oznacza...
- Nie, wszystko dobrze. - upewniłam go. - Tylko jak wpadłam na Ciebie i Fran na lotnisku, to myślałam, że to ona jest Twoją dziewczyną, bo do siebie pasujecie.
- Co? Ja i Francesca? Jak mogłaś tak pomyśleć? My? Nigdy! - mówił przekonująco.
- Nie chcę, żebyś miał wyrzuty, po prostu tak mi się wydawało. - próbowałam rozluźnić atmosferę.
- Przecież nic się nie stało. - i znowu się do mnie uśmiechnął.
Lepiej mi było, gdy patrzył na mnie i się uśmiechał. Miał takie piękne piwne oczy.
Gdy byliśmy już przed moim domem, zapytał:
- Idziemy jutro razem?
- Tak - uśmiechnęłam się.
- No to jesteśmy umówieni. - powiedział. - Pa, do jutra.
- Do jutra. - pożegnałam go i skręciłam prosto do domu.
--------------------------------------------------------------------
Ten rozdział dedykuję osobie, która mi pomaga, czyli Marysi ♥ Kocham Cię ♥
- Violetta Castillo. - usłyszałam moje imię.
To już czas. Musiałam tam iść i pokazać co potrafię. Problem jest w tym, że ja nic nie potrafię. ''Raz kozie śmierć'' - pomyślałam i weszłam do środka. Na początku miałam zatańczyć to piosenki ''Dile Que Si''. Jak skończyłam to zobaczyłam, że przy drzwiach stoi Fran, Cami, Leon i jakiś czarnowłosy, dziwnie ubrany chłopak. Następna ''runda'', w której miałam zaśpiewać ''Te Creo'', była dla mnie przyjemnością, do póki nie pojawiła się ta blondi. ''No, teraz musisz pokazać na co Cię stać, Violetta'' - mówiłam sama do siebie w myślach. Na szczęście wszystko poszło dobrze. Ostatnia ''konkurencja'' to granie na instrumentach. Też nie miałam z tym jakiegoś wielkiego problemu. Kiedy było już po wszystkim wyszłam stamtąd i mocno przytuliłam Francescę. Nie wiem czemu, tak jakoś, potrzebowałam tego.
- Poszło Ci świetnie! - Fran chyba trochę przesadziła.
- Nie, przecież... - Cami mi przerwała.
- Ty tak pięknie śpiewasz. - dziewczyna była zachwycona.
- Dziękuję Wam dziewczyny, jesteście kochane.
- Poszło Ci świetnie. - powiedział Leon.
- Dziękuję. - odpowiedziałam.
I nagle ta blondi.
- To miał być żart? - ten jej sztuczny śmiech. - Jak tańczyłaś to prawie się przewróciłaś, strasznie fałszowałaś, a od gitary odpadła struna, prawda?
- Ludmi, proszę Cię... - wydukał Leon.
- Żartem jest to, że mówisz do mnie takie rzeczy i się ośmieszasz. - powiedziałam i odeszłam.
Fran i Cami od razu do mnie podbiegły.
- Trochę przesadziłaś. - powiedziała Camilla otwarcie.
- Jesteś po jej stronie? - byłam rozczarowana. - Słyszałaś co ona do mnie mówiła? Jak mnie obrażała?
- Po prostu chodzi o to, że Ludmiła jest nieobliczalna. - wtrąciła się Francesca. - Może zrobić wszystko, żeby uprzykrzyć Ci życie.
- Ale ona nie może się tak do nas odzywać. - powiedziałam i odeszłam.
Jak one mogły jej bronić? Przecież słyszały jak ona się do mnie odzywa. I co? Miałam stać i nic nie robić? Miałam ochotę iść już do domu. Chwila... Przecież mogłam iść już do domu! Zobaczyłam, że Leon tez już idzie, więc pomyślałam, że możemy iść razem.
- Leon! - krzyknęłam.
Zaczekał na mnie przy wyjściu, a ja szybko się tam zjawiłam.
- Leon, pójdziemy razem? - spytałam.
- No pewnie. - odpowiedział z uśmiechem.
Gdy byliśmy już poza Studiem, to odważyłam go się spytać gdzie mieszka. Fajnie się złożyło: mieszkał cztery domy za mną.
- Chodzisz z tą blondynką? - zapytałam go wreszcie, ale zapomniałam jak ona miała na imię.
- Z Ludmiłą? - nie wiedział o kim mówię.
Tak, to była Ludmiła!
- Tak, tak. - odpowiedziałam.
- No tak, a co? - znowu zadał pytanie. - Coś z nią nie tak?
Widać, że on bardzo ją kocha. Od razu się zaniepokoił. Czułam coś dziwnego w środku. Nie wiem co to oznacza...
- Nie, wszystko dobrze. - upewniłam go. - Tylko jak wpadłam na Ciebie i Fran na lotnisku, to myślałam, że to ona jest Twoją dziewczyną, bo do siebie pasujecie.
- Co? Ja i Francesca? Jak mogłaś tak pomyśleć? My? Nigdy! - mówił przekonująco.
- Nie chcę, żebyś miał wyrzuty, po prostu tak mi się wydawało. - próbowałam rozluźnić atmosferę.
- Przecież nic się nie stało. - i znowu się do mnie uśmiechnął.
Lepiej mi było, gdy patrzył na mnie i się uśmiechał. Miał takie piękne piwne oczy.
Gdy byliśmy już przed moim domem, zapytał:
- Idziemy jutro razem?
- Tak - uśmiechnęłam się.
- No to jesteśmy umówieni. - powiedział. - Pa, do jutra.
- Do jutra. - pożegnałam go i skręciłam prosto do domu.
--------------------------------------------------------------------
Ten rozdział dedykuję osobie, która mi pomaga, czyli Marysi ♥ Kocham Cię ♥
Studio 21.
Rozdział 4
Wczoraj, po skończonej imprezie, powiedziałam Angie, że tata zgadza się co do mojej nauki w Studio. Bardzo się ucieszyła, ale poinformowała mnie, że jutro muszę sama iść do Studia, bo ona musi być tam już o 6:00, a zajęcia zaczynają się o 8:00, natomiast tata i Ramallo jadą gdzieś w sprawach służbowych. W domu będzie tylko Olga, ale ona nie ma pojęcia gdzie znajduje się budynek. Angie wszystko dokładnie mi wyjaśniła, w którą stronę mam iść, gdzie skręcać i kazała mi uważać.
Następnego dnia obudził mnie budzik. 7:00. O 7:30 muszę wychodzić. Zbiegłam ze schodów na śniadanie, które Olga już wcześniej przygotowała. Siedziała przy stole i czytała gazetę.
- Jak się spało? - mówiła wesoło i mnie przytuliła.
- Dobrze. - odpowiedziałam jej. - A Tobie?
- Też, też. - cały czas się uśmiechała, ale zaraz na jej twarzy pojawiło się rozczarowanie. - Dlaczego tak szybko jesz?!
- Bo zaraz idę do Studia i nie mogę się spóźnić. - wyjaśniłam po czym podałam jej pusty już talerz. - Idę się ubrać i zaraz wychodzę.
Znów wbiegłam na górę. Założyłam zwykłą sukienkę z kołnierzykiem i zrobiłam lekki makijaż. Byłam gotowa. Gdy wyszłam była równa 7:30. Słońce przygrzewało. Nagle minęłam się z jakimś chłopakiem. Wydawało mi się, że skądś go kojarzę. Ale przecież to nie możliwe, w ogóle nie wychodziłam na dwór od przyjazdu z Madrytu.
- Violetta? - gdy był już za mną odezwał się.
Natychmiast się odwróciłam i stałam niecały metr od niego.
- Skąd znasz moje imię? - spytałam niepewnie.
- To ja, Leon. - odpowiedział z uśmiechem.
- Leon? - nie kojarzyłam go. - Chyba mnie z kimś pomyliłeś...
- Wydawało mi się, że poznaliśmy się na lotnisku. - próbował mi przypomnieć. - Szedłem wtedy z Francescą, wpadłaś na nas.
- To ty? - spytałam z niedowierzaniem. - Nie sądziłam, że jeszcze kiedyś się spotkamy.
- Ja też. - nie przestawał się uśmiechać. - A gdzie idziesz?
- Do Studia. - odpowiedziałam. - A ty?
- Też, ale Studio nie w tą stronę. - zaczął się śmiać.
- Serio? - i znowu się upokorzyłam. - Nie znam za bardzo drogi i chciałam się spytać czy... mogłabym iść z Tobą?
- No pewnie. - przestał się śmiać. - No to chodźmy.
*20 minut później*
- Jesteśmy. - powiedział.
- Tu jest pięknie. - byłam zachwycona tym miejscem.
Za 5 minut miały zacząć się lekcje. Na korytarzu spotkałam Angie, więc do niej podeszłam.
- Hej, Angie. - przywitałam się z nią.
- Witaj Violu. - odpowiedziała mi. - Muszę szybko iść do pokoju nauczycielskiego, ty w tym czasie znajdź jakieś koleżanki.
Gdy Angie odeszła, zobaczyłam tą czarnowłosą dziewczynę. Stała z jakąś rudowłosą hipiską i chłopakiem w czapce. Podeszłam do niej.
- Hej. - uśmiechnęłam się do niej. - Pamiętasz mnie?
- Violetta? - pytała niepewnie.
- Bingo! - zaśmiałam się.
Przedstawiła mi wszystkich. Camilla i Maxi - tak mieli na imię jej przyjaciele.Wszyscy byli dla mnie mili. Gdy tak z nimi rozmawiałam, nagle, z końca korytarza odezwał się zarozumiały głos. Nikt się już nie odzywał. Cisza.
- Ludmiła... - powiedziała cicho Francesca.
- Leon, kochanie! - krzyczała zadowolona blondynka.
- Co znowu? - nie był za bardzo zadowolony.
- A wy co? - zwróciła się do mnie, Francesci, Camilli i Maxiego. - Czekacie na autografy?
- Słucham? - odezwałam się.
- Violu, nie warto. - powiedziała do mnie Fran.
- Nie pozwolę, żeby ktoś nas poniżał. - zdziwiłam się, że jestem taka odważna.
- Znowu jakaś nowa? - zaśmiała się blondi. - Widzę, że muszę nauczyć Cię porządku, skarbie. Chodź Leon. Nie będziemy zniżać się do poziomu tych ludzi!
Poszli do sali lekcyjnej. I tak już zadzwonił dzwonek. Byłam zdenerwowana. Nie tylko przez tą całą Ludmiłe, to przecież był mój pierwszy dzień w Studio 21.
Wczoraj, po skończonej imprezie, powiedziałam Angie, że tata zgadza się co do mojej nauki w Studio. Bardzo się ucieszyła, ale poinformowała mnie, że jutro muszę sama iść do Studia, bo ona musi być tam już o 6:00, a zajęcia zaczynają się o 8:00, natomiast tata i Ramallo jadą gdzieś w sprawach służbowych. W domu będzie tylko Olga, ale ona nie ma pojęcia gdzie znajduje się budynek. Angie wszystko dokładnie mi wyjaśniła, w którą stronę mam iść, gdzie skręcać i kazała mi uważać.
Następnego dnia obudził mnie budzik. 7:00. O 7:30 muszę wychodzić. Zbiegłam ze schodów na śniadanie, które Olga już wcześniej przygotowała. Siedziała przy stole i czytała gazetę.
- Jak się spało? - mówiła wesoło i mnie przytuliła.
- Dobrze. - odpowiedziałam jej. - A Tobie?
- Też, też. - cały czas się uśmiechała, ale zaraz na jej twarzy pojawiło się rozczarowanie. - Dlaczego tak szybko jesz?!
- Bo zaraz idę do Studia i nie mogę się spóźnić. - wyjaśniłam po czym podałam jej pusty już talerz. - Idę się ubrać i zaraz wychodzę.
Znów wbiegłam na górę. Założyłam zwykłą sukienkę z kołnierzykiem i zrobiłam lekki makijaż. Byłam gotowa. Gdy wyszłam była równa 7:30. Słońce przygrzewało. Nagle minęłam się z jakimś chłopakiem. Wydawało mi się, że skądś go kojarzę. Ale przecież to nie możliwe, w ogóle nie wychodziłam na dwór od przyjazdu z Madrytu.
- Violetta? - gdy był już za mną odezwał się.
Natychmiast się odwróciłam i stałam niecały metr od niego.
- Skąd znasz moje imię? - spytałam niepewnie.
- To ja, Leon. - odpowiedział z uśmiechem.
- Leon? - nie kojarzyłam go. - Chyba mnie z kimś pomyliłeś...
- Wydawało mi się, że poznaliśmy się na lotnisku. - próbował mi przypomnieć. - Szedłem wtedy z Francescą, wpadłaś na nas.
- To ty? - spytałam z niedowierzaniem. - Nie sądziłam, że jeszcze kiedyś się spotkamy.
- Ja też. - nie przestawał się uśmiechać. - A gdzie idziesz?
- Do Studia. - odpowiedziałam. - A ty?
- Też, ale Studio nie w tą stronę. - zaczął się śmiać.
- Serio? - i znowu się upokorzyłam. - Nie znam za bardzo drogi i chciałam się spytać czy... mogłabym iść z Tobą?
- No pewnie. - przestał się śmiać. - No to chodźmy.
*20 minut później*
- Jesteśmy. - powiedział.
- Tu jest pięknie. - byłam zachwycona tym miejscem.
Za 5 minut miały zacząć się lekcje. Na korytarzu spotkałam Angie, więc do niej podeszłam.
- Hej, Angie. - przywitałam się z nią.
- Witaj Violu. - odpowiedziała mi. - Muszę szybko iść do pokoju nauczycielskiego, ty w tym czasie znajdź jakieś koleżanki.
Gdy Angie odeszła, zobaczyłam tą czarnowłosą dziewczynę. Stała z jakąś rudowłosą hipiską i chłopakiem w czapce. Podeszłam do niej.
- Hej. - uśmiechnęłam się do niej. - Pamiętasz mnie?
- Violetta? - pytała niepewnie.
- Bingo! - zaśmiałam się.
Przedstawiła mi wszystkich. Camilla i Maxi - tak mieli na imię jej przyjaciele.Wszyscy byli dla mnie mili. Gdy tak z nimi rozmawiałam, nagle, z końca korytarza odezwał się zarozumiały głos. Nikt się już nie odzywał. Cisza.
- Ludmiła... - powiedziała cicho Francesca.
- Leon, kochanie! - krzyczała zadowolona blondynka.
- Co znowu? - nie był za bardzo zadowolony.
- A wy co? - zwróciła się do mnie, Francesci, Camilli i Maxiego. - Czekacie na autografy?
- Słucham? - odezwałam się.
- Violu, nie warto. - powiedziała do mnie Fran.
- Nie pozwolę, żeby ktoś nas poniżał. - zdziwiłam się, że jestem taka odważna.
- Znowu jakaś nowa? - zaśmiała się blondi. - Widzę, że muszę nauczyć Cię porządku, skarbie. Chodź Leon. Nie będziemy zniżać się do poziomu tych ludzi!
Poszli do sali lekcyjnej. I tak już zadzwonił dzwonek. Byłam zdenerwowana. Nie tylko przez tą całą Ludmiłe, to przecież był mój pierwszy dzień w Studio 21.
poniedziałek, 6 lipca 2015
''Urodziny''.
Rozdział 3
Gdy już się rozpakowałam usłyszałam, że ktoś przyszedł. Ucieszyłam się, bo myślałam, że Angie wcześniej wróciła. Gdy otworzyłam drzwi usłyszałam piskliwy głosik.
- Violu, gotowa na urodziny?
- Co tu robisz Jade? - nie byłam zadowolona z jej odwiedzin. - Przypominam Ci, że nie jesteś już z tatą, więc nie możesz sobie tu przychodzić kiedy chcesz.
- Nawet mi o tym nie przypominaj. - udawała smutną. - Cieszysz się ze swoich urodzin?
- Wolałabym, żeby przyszli moi znajomi. - dawałam jej do zrozumienia, że nie chcę spotkania z nią i jej przyjaciółkami.
- Ale przecież nie masz tu żadnych przyjaciół, kochaniutka. - powiedziała szybko i odepchnęła mnie na bok, tak żeby mogła wejść.
Nie znoszę jej. Ona nie może zrozumieć, że tata już nic do niej nie czuje. Gdy z nim była to go oszukiwała, razem ze swoim szalonym bratem, Matiasem. Nie chciała się od nas odczepić, a tak na prawdę od taty, więc ten pozwolił jej urządzić mi przyjęcie urodzinowe.
- Violu! - krzyknęła nagle. - Mam dla Ciebie prezent!
- Jaki? - spytałam niechętnie.
- Kupiłam dla Ciebie piękną sukienkę. - mówiła wesoło. - No, chodź, przymierz ją.
Nie chciałam przyjmować od Jade prezentów, szczególnie ciuchów. Ona w ogóle nie ma stylu!
- Ale... - próbowałam coś wymyślić na poczekaniu. - Ja już mam sukienkę na urodziny.
- W takim razie pokaż ją. - mówiła uparcie. - Wybierzemy, która bardziej do Ciebie pasuje.
- Nie, bo wybrałam już sukienkę i to ma być dla Ciebie niespodzianka. - odpowiedziałam stanowczo. - A teraz idź już Jade, za niedługo i tak się spotkamy na imprezie.
- No dobrze... - widać było, że nie chciała wychodzić. - Mogę Ci w czymś pomóc, makijaż, fryzura.
- Nie, dam sobie radę. - odpowiedziałam. - Do zobaczenia Jade.
- Pa Violu, trzymaj się! - pocałowała mnie w policzek i ruszyła w stronę drzwi.
Za 3 godziny miało się odbyć przyjęcie. Prawda była taka, że nawet nie miałam przygotowanego stroju, więc poszłam na górę, do mojego pokoju. Nie chciałam ubierać się jakoś specjalnie, przecież Jade będzie tam najważniejsza. Przyszykowałam jasnoróżową sukienkę, diamentowe kolczyki i purpurowe buty.
*trzy godziny później*
Każdy czekał już na mnie na dole. Słyszałam głośną, ale spokojną muzykę.
- Violu, czekamy na Ciebie! - ojciec jak zwykle się niecierpliwił.
- Zaraz do Was zejdę. - odpowiedziałam i spryskałam się truskawkowymi perfumami. Spojrzałam w lustro. Wydawało mi się, że byłam już gotowa, więc wyszłam z pokoju. Gdy schodziłam ze schodów, kilkanaście par oczu powędrowało na mnie. Byłam trochę poddenerwowana.
- Jestem. - powiedziałam uśmiechnięta.
- Pięknie wyglądasz... - powiedział zdumiony ojciec.
- Tak, naprawdę świetnie. - Angie również była zaskoczona.
- Dziękuję Wam. - chociaż Ci wszyscy ludzie dalej się na mnie patrzyli, po tych miłych słowach zrobiło mi się lepiej.
- Oj, Violu! - i znowu ten głos. - Co to za buty?!
Nie miałam ochoty kłócić się z nią przy tych wszystkich obcych osobach, więc po prostu odeszłam. Potem tańczyłam trochę z tatą i gadałam z koleżankami Jade. Dowiedziałam się od nich, że Jade bardzo mnie chwali. Wiedziałam, że nie robi tego tak po prostu, musiała być pewna, że ktoś powie to tacie.
Gdy już się rozpakowałam usłyszałam, że ktoś przyszedł. Ucieszyłam się, bo myślałam, że Angie wcześniej wróciła. Gdy otworzyłam drzwi usłyszałam piskliwy głosik.
- Violu, gotowa na urodziny?
- Co tu robisz Jade? - nie byłam zadowolona z jej odwiedzin. - Przypominam Ci, że nie jesteś już z tatą, więc nie możesz sobie tu przychodzić kiedy chcesz.
- Nawet mi o tym nie przypominaj. - udawała smutną. - Cieszysz się ze swoich urodzin?
- Wolałabym, żeby przyszli moi znajomi. - dawałam jej do zrozumienia, że nie chcę spotkania z nią i jej przyjaciółkami.
- Ale przecież nie masz tu żadnych przyjaciół, kochaniutka. - powiedziała szybko i odepchnęła mnie na bok, tak żeby mogła wejść.
Nie znoszę jej. Ona nie może zrozumieć, że tata już nic do niej nie czuje. Gdy z nim była to go oszukiwała, razem ze swoim szalonym bratem, Matiasem. Nie chciała się od nas odczepić, a tak na prawdę od taty, więc ten pozwolił jej urządzić mi przyjęcie urodzinowe.
- Violu! - krzyknęła nagle. - Mam dla Ciebie prezent!
- Jaki? - spytałam niechętnie.
- Kupiłam dla Ciebie piękną sukienkę. - mówiła wesoło. - No, chodź, przymierz ją.
Nie chciałam przyjmować od Jade prezentów, szczególnie ciuchów. Ona w ogóle nie ma stylu!
- Ale... - próbowałam coś wymyślić na poczekaniu. - Ja już mam sukienkę na urodziny.
- W takim razie pokaż ją. - mówiła uparcie. - Wybierzemy, która bardziej do Ciebie pasuje.
- Nie, bo wybrałam już sukienkę i to ma być dla Ciebie niespodzianka. - odpowiedziałam stanowczo. - A teraz idź już Jade, za niedługo i tak się spotkamy na imprezie.
- No dobrze... - widać było, że nie chciała wychodzić. - Mogę Ci w czymś pomóc, makijaż, fryzura.
- Nie, dam sobie radę. - odpowiedziałam. - Do zobaczenia Jade.
- Pa Violu, trzymaj się! - pocałowała mnie w policzek i ruszyła w stronę drzwi.
Za 3 godziny miało się odbyć przyjęcie. Prawda była taka, że nawet nie miałam przygotowanego stroju, więc poszłam na górę, do mojego pokoju. Nie chciałam ubierać się jakoś specjalnie, przecież Jade będzie tam najważniejsza. Przyszykowałam jasnoróżową sukienkę, diamentowe kolczyki i purpurowe buty.
*trzy godziny później*
Każdy czekał już na mnie na dole. Słyszałam głośną, ale spokojną muzykę.
- Violu, czekamy na Ciebie! - ojciec jak zwykle się niecierpliwił.
- Zaraz do Was zejdę. - odpowiedziałam i spryskałam się truskawkowymi perfumami. Spojrzałam w lustro. Wydawało mi się, że byłam już gotowa, więc wyszłam z pokoju. Gdy schodziłam ze schodów, kilkanaście par oczu powędrowało na mnie. Byłam trochę poddenerwowana.
- Jestem. - powiedziałam uśmiechnięta.
- Pięknie wyglądasz... - powiedział zdumiony ojciec.
- Tak, naprawdę świetnie. - Angie również była zaskoczona.
- Dziękuję Wam. - chociaż Ci wszyscy ludzie dalej się na mnie patrzyli, po tych miłych słowach zrobiło mi się lepiej.
- Oj, Violu! - i znowu ten głos. - Co to za buty?!
Nie miałam ochoty kłócić się z nią przy tych wszystkich obcych osobach, więc po prostu odeszłam. Potem tańczyłam trochę z tatą i gadałam z koleżankami Jade. Dowiedziałam się od nich, że Jade bardzo mnie chwali. Wiedziałam, że nie robi tego tak po prostu, musiała być pewna, że ktoś powie to tacie.
niedziela, 5 lipca 2015
Spotkanie z najbliższymi.
Rozdział 2
Gdy byliśmy już na miejscu jak najszybciej wysiadłam z samochodu i pobiegłam do drzwi. Otworzyłam je bez wahania. W środku pięknie pachniało, ale nawet nie zdążyłam rozpoznać aromatu, bo nagle ktoś rzucił mi się na szyję.
- Violu! To naprawdę ty? Wyrosłaś, zmieniłaś się, wyglądasz niesamowicie! - przyjazny, znajomy głos nie przerywał mowy. - Jak minęła podróż? Jak tata? Wszystko było dobrze?
- Tęskniłam za Tobą Angie. - powiedziałam zadowolona. - Nawet bardzo. Dziękuję, ty też świetnie wyglądasz. Podróż była udana, a z tatą wszystko dobrze.
Angie chciała coś jeszcze dopowiedzieć, ale przerwał jej głos dobiegający z kuchni.
- Kto przyszedł? - głos wydawał się oschły.
- Olga chodź szybko! - Angie głośno i radośnie ją zawołała.
- Już, już. - powiedziała i po chwili zza ściany wyłoniła się uśmiechnięta, ale i zmęczona twarz.
- Niespodzianka! - krzyknęła Angie.
Twarz Olgi się rozpromieniła.
- Violetta... - mówiła z niedowierzaniem, gdy tylko mnie zobaczyła i po paru minutach ciszy podeszła i bardzo mocno mnie przytuliła. - Jesteś już taka... taka duża i piękna, za niedługo mnie przerośniesz dziecko! Smutno było tu bez Ciebie, bez muzyki, bez śpiewu.
- Ale już jestem. - powiedziałam z uśmiechem.
- A gdzie Ramallo i German? - kucharka, a zarazem sprzątaczka była zdziwiona, że nie ma ich ze mną.
- Rozpakowują z auta walizki i zaraz powinni tutaj być. - powiedziałam i wyjrzałam przez okno. - Już idą!
Nim się obejrzałam drzwi się otworzyły. Tata upuścił walizki i nic nie mówiąc, przytulił Angie.
- Nareszcie jesteście, tęskniłam. - powiedziała szeptem kobieta. - Nie wyjeżdżajcie już, proszę.
- Nie mamy takich planów, Angie. - powiedział ojciec z miłością. - Ja też tęskniłem.
Tą romantyczną chwilę przerwała im Olga, która także chciała przywitać się z tatą.
- A ze mną się nie przywitasz? - była trochę zła. - Tak, jak zwykle, ja tęskniłam najbardziej, a ty nawet nie powiesz ''Cześć, Olga''.
- Przepraszam, ale witałem się z moją żoną, Olga. - tłumaczył się ojciec. - Trochę cierpliwości.
- Violetta, mam niespodziankę. - mówiła obrażona na tatę Olgita. - Twoje ulubione ciasto czekoladowe!
- Dziękuję Olga. - powiedziałam radośnie. - Zjedzmy je wszyscy razem.
- Ja niestety nie mogę zostać, bo muszę iść do Studia. - oznajmiła Angie. - Violu, jeśli tata się zgodzi to zapiszesz się do Studia, jest świetne, a poza tym w tym budynku jestem nauczycielką śpiewu.
- Byłoby super tato, prawda? - mówiłam proszącym tonem. - Zgódź się, proszę.
- Przemyślę to... - odpowiedział mi nie pewnie. - Idź już Angie, ja ustalę to na spokojnie z Violettą i jak przyjdziesz damy Ci znać.
- Dobrze, więc za 4 godziny będę. - poinformowała i wyszła.
- Tato, zgódź się proszę. - nalegałam. - To moja życiowa szansa, nie mogę jej przegapić. Przecież wiesz, że lubię śpiewać.
- Ale co zrobimy jak Ci się to znudzi? - zapytał. - Może już nie być miejsca w normalnej szkole.
- Nie znudzi mi się to. - przekonywałam.
- Jeśli chcesz iść tą drogą, to ja nie chcę być przeszkodą. - powiedział. - Ale obiecujesz, że nie znudzi Ci się to całe Studio?
- Słowo honoru. - przyrzekłam i go przytuliłam. - Kocham Cię, jesteś najlepszy.
- Ja Ciebie też. - odpowiedział. - Idź rozpakować walizki, a jak Angie wróci to powiemy jej o naszej decyzji.
- Dobrze. - zgodziłam się i pobiegłam z walizką do swojego pokoju, który wskazała mi Olgita.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

