.

.

niedziela, 5 lipca 2015

Spotkanie z najbliższymi.

                               Rozdział 2

Gdy byliśmy już na miejscu jak najszybciej wysiadłam z samochodu i pobiegłam do drzwi. Otworzyłam je bez wahania. W środku pięknie pachniało, ale nawet nie zdążyłam rozpoznać aromatu, bo nagle ktoś rzucił mi się na szyję. 
- Violu! To naprawdę ty? Wyrosłaś, zmieniłaś się, wyglądasz niesamowicie! - przyjazny, znajomy głos nie przerywał mowy. - Jak minęła podróż? Jak tata? Wszystko było dobrze?
- Tęskniłam za Tobą Angie. - powiedziałam zadowolona. - Nawet bardzo. Dziękuję, ty też świetnie wyglądasz. Podróż była udana, a z tatą wszystko dobrze.
Angie chciała coś jeszcze dopowiedzieć, ale przerwał jej głos dobiegający z kuchni.
- Kto przyszedł? - głos wydawał się oschły.
- Olga chodź szybko! - Angie głośno i radośnie ją zawołała. 
- Już, już. - powiedziała i po chwili zza ściany wyłoniła się uśmiechnięta, ale i zmęczona twarz. 
- Niespodzianka! - krzyknęła Angie.
Twarz Olgi się rozpromieniła.
- Violetta... - mówiła z niedowierzaniem, gdy tylko mnie zobaczyła i po paru minutach ciszy podeszła i bardzo mocno mnie przytuliła. - Jesteś już taka... taka duża i piękna, za niedługo mnie przerośniesz dziecko! Smutno było tu bez Ciebie, bez muzyki, bez śpiewu.
- Ale już jestem. - powiedziałam z uśmiechem.
- A gdzie Ramallo i German? - kucharka, a zarazem sprzątaczka była zdziwiona, że nie ma ich ze mną.
- Rozpakowują z auta walizki i zaraz powinni tutaj być. - powiedziałam i wyjrzałam przez okno. - Już idą!
Nim się obejrzałam drzwi się otworzyły. Tata upuścił walizki i nic nie mówiąc, przytulił Angie.
- Nareszcie jesteście, tęskniłam. - powiedziała szeptem kobieta. - Nie wyjeżdżajcie już, proszę.
- Nie mamy takich planów, Angie. - powiedział ojciec z miłością. - Ja też tęskniłem.
Tą romantyczną chwilę przerwała im Olga, która także chciała przywitać się z tatą.
- A ze mną się nie przywitasz? - była trochę zła. - Tak, jak zwykle, ja tęskniłam najbardziej, a ty nawet nie powiesz ''Cześć, Olga''. 
- Przepraszam, ale witałem się z moją żoną, Olga. - tłumaczył się ojciec. - Trochę cierpliwości.
- Violetta, mam niespodziankę. - mówiła obrażona na tatę Olgita. - Twoje ulubione ciasto czekoladowe!
- Dziękuję Olga. - powiedziałam radośnie. - Zjedzmy je wszyscy razem.
- Ja niestety nie mogę zostać, bo muszę iść do Studia. - oznajmiła Angie. - Violu, jeśli tata się zgodzi to zapiszesz się do Studia, jest świetne, a poza tym w tym budynku jestem nauczycielką śpiewu.
- Byłoby super tato, prawda? - mówiłam proszącym tonem. - Zgódź się, proszę.
- Przemyślę to... - odpowiedział mi nie pewnie. - Idź już Angie, ja ustalę to na spokojnie z Violettą i jak przyjdziesz damy Ci znać. 
- Dobrze, więc za 4 godziny będę. - poinformowała i wyszła.
- Tato, zgódź się proszę. - nalegałam. - To moja życiowa szansa, nie mogę jej przegapić. Przecież wiesz, że lubię śpiewać.
- Ale co zrobimy jak Ci się to znudzi? - zapytał. - Może już nie być miejsca w normalnej szkole.
- Nie znudzi mi się to. - przekonywałam.
- Jeśli chcesz iść tą drogą, to ja nie chcę być przeszkodą. - powiedział. - Ale obiecujesz, że nie znudzi Ci się to całe Studio?
- Słowo honoru. - przyrzekłam i go przytuliłam. - Kocham Cię, jesteś najlepszy.
- Ja Ciebie też. - odpowiedział. - Idź rozpakować walizki, a jak Angie wróci to powiemy jej o naszej decyzji.
- Dobrze. - zgodziłam się i pobiegłam z walizką do swojego pokoju, który wskazała mi Olgita.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz