.

.

wtorek, 28 lipca 2015

Mam brata!

                                                       Rozdział 7
Lekcja tańca była już ostatnią lekcją. Przypominała trochę W-F. Gdy zadzwonił dzwonek wyszłam z sali i szukałam oczami Leona. Nigdzie go nie było. ''Wrócę sama'' - pomyślałam. Ruszyłam w stronę drzwi wyjściowych i dopiero tam go zauważyłam. 
- O hej, Leon. - podeszłam do niego. - Idziemy? 
- Tak, pewnie. - odpowiedział nie uśmiechając się.
Od razu wiedziałam, że coś jest nie tak. Gdy byliśmy poza bramą Studio próbowałam dowiedzieć się o co chodzi.
- Coś się stało? - zapytałam patrząc mu w oczy. Natychmiast wbił wzrok w szary chodnik.
- Nie, wszystko jest dobrze. - zapewniał.
- Przecież widzę. - upierałam się.
- Jutro kupię Ci okulary. - powiedział żartem.
Mnie to nie śmieszyło, bo wiedziałam, że coś się dzieje.
- Powiedz mi. - upierałam się.
- To niczego nie zmieni. - wywnioskował.
- Postaram się pomóc. - zaproponowałam. 
- No ale wszystko jest dobrze. - mówił niezbyt przekonująco. 
- Tak, widać. - powiedziałam szybko, tracąc wiarę na to, że on mi coś powie.
- Po prostu ja i Ludmiła już nie jesteśmy razem. - a jednak powiedział.
- Przykro mi... - powiedziałam ze współczuciem. Wiem jak to jest stracić ukochaną osobę, ale wydaje mi się, że ta blondynka nie była taka kochana.
- To nic wielkiego. - przekonywał.
- Jeżeli to nic wielkiego, to dlaczego jesteś smutny? - zapytałam.
- Bo rozstanie z kimś kogo się kochało boli. - odpowiedział.
Miał rację. 
- Zgadzam się. - poparłam. 
Gdy tylko wypowiedziałam te słowa, zorientowałam się, że jesteśmy już przed moim domem. 
- To widzimy się jutro, pa. - powiedziałam szybko, ale wyraźnie i przekroczyłam bramę wejściową.
- Tak, pa. - odpowiedział i poszedł dalej.
Gdy weszłam do mieszkania usłyszałam głos taty dochodzący z salonu. ''To dziwne, zawsze przecież siedzi zamknięty w biurze'' - pomyślałam. Niepewnie weszłam do pokoju, w którym był mój tata i ktoś jeszcze. To był chłopak, który wydawał mi się znajomy. 
- Hej, tato. - przywitałam się.
- Nie poznajesz mnie? - chłopak popatrzył mi w oczy i się uśmiechnął.
To chyba Federico... Ale to nie możliwe...
- Federico?... - spytałam z niedowierzaniem.
- 1oo punktów! - zaśmiał się i mnie przytulił.
Federico to mój brat. Jest o rok starszy, ma 18 lat. Nie widzieliśmy się jakieś 2 lata, ale od razu go poznałam. Gdy się od siebie oderwaliśmy zaczęłam zasypywać go pytaniami. Tatę zresztą też.

*Wieczór*
Angie niedawno przyszła i bardzo zdziwiła się, ale też ucieszyła na widok Federico, tak samo jak Ramallo i Olga, która nie chciała go puścić. Teraz wszyscy siedzimy przy stole w jadalni i rozmawiamy, a raczej wypytujemy o wszystko Fede. Tak bardzo się cieszę, że on z nami jest.
Po paru godzinach gadania i jedzenia mój braciszek powiedział:
- Ja już muszę się zbierać. 
- Masz już mieszkanie? - zdziwił się tata. - Myślałem, że jesteś w Buenos Aires od dzisiaj.
- Tak, dzisiaj przyjechałem. - potwierdził chłopak. - Zatrzymam się na noc w jakimś hotelu.
- Nie! - nie zgadzałam się. - Zostaniesz u nas!
- Tak, to świetny pomysł. - uśmiechnął się tata. - A zresztą sam sobie nie poradzisz, masz dopiero 18 lat, więc możesz tu nawet zamieszkać.
- Naprawdę? - Federico w ogóle się tego nie spodziewał ze strony taty, tak samo jak ja.
- No pewnie. - uśmiech nie schodził mu z twarzy. - Będziesz miał pokój naprzeciwko Violetty. W końcu jesteś jej starszym bratem i musisz jej pilnować.
- Wiadomo. - śmiejąc się powiedział Fede.
- Potem się jeszcze okaże, że to ja będę musiała pilnować jego. - zakończyłam dyskusję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz