Na szczęście nie musiałam spotykać się z tą całą Ludmi, czy jak jej tam, bo najpierw musiałam iść na przesłuchanie. Bardzo się boję.
- Violetta Castillo. - usłyszałam moje imię.
To już czas. Musiałam tam iść i pokazać co potrafię. Problem jest w tym, że ja nic nie potrafię. ''Raz kozie śmierć'' - pomyślałam i weszłam do środka. Na początku miałam zatańczyć to piosenki ''Dile Que Si''. Jak skończyłam to zobaczyłam, że przy drzwiach stoi Fran, Cami, Leon i jakiś czarnowłosy, dziwnie ubrany chłopak. Następna ''runda'', w której miałam zaśpiewać ''Te Creo'', była dla mnie przyjemnością, do póki nie pojawiła się ta blondi. ''No, teraz musisz pokazać na co Cię stać, Violetta'' - mówiłam sama do siebie w myślach. Na szczęście wszystko poszło dobrze. Ostatnia ''konkurencja'' to granie na instrumentach. Też nie miałam z tym jakiegoś wielkiego problemu. Kiedy było już po wszystkim wyszłam stamtąd i mocno przytuliłam Francescę. Nie wiem czemu, tak jakoś, potrzebowałam tego.
- Poszło Ci świetnie! - Fran chyba trochę przesadziła.
- Nie, przecież... - Cami mi przerwała.
- Ty tak pięknie śpiewasz. - dziewczyna była zachwycona.
- Dziękuję Wam dziewczyny, jesteście kochane.
- Poszło Ci świetnie. - powiedział Leon.
- Dziękuję. - odpowiedziałam.
I nagle ta blondi.
- To miał być żart? - ten jej sztuczny śmiech. - Jak tańczyłaś to prawie się przewróciłaś, strasznie fałszowałaś, a od gitary odpadła struna, prawda?
- Ludmi, proszę Cię... - wydukał Leon.
- Żartem jest to, że mówisz do mnie takie rzeczy i się ośmieszasz. - powiedziałam i odeszłam.
Fran i Cami od razu do mnie podbiegły.
- Trochę przesadziłaś. - powiedziała Camilla otwarcie.
- Jesteś po jej stronie? - byłam rozczarowana. - Słyszałaś co ona do mnie mówiła? Jak mnie obrażała?
- Po prostu chodzi o to, że Ludmiła jest nieobliczalna. - wtrąciła się Francesca. - Może zrobić wszystko, żeby uprzykrzyć Ci życie.
- Ale ona nie może się tak do nas odzywać. - powiedziałam i odeszłam.
Jak one mogły jej bronić? Przecież słyszały jak ona się do mnie odzywa. I co? Miałam stać i nic nie robić? Miałam ochotę iść już do domu. Chwila... Przecież mogłam iść już do domu! Zobaczyłam, że Leon tez już idzie, więc pomyślałam, że możemy iść razem.
- Leon! - krzyknęłam.
Zaczekał na mnie przy wyjściu, a ja szybko się tam zjawiłam.
- Leon, pójdziemy razem? - spytałam.
- No pewnie. - odpowiedział z uśmiechem.
Gdy byliśmy już poza Studiem, to odważyłam go się spytać gdzie mieszka. Fajnie się złożyło: mieszkał cztery domy za mną.
- Chodzisz z tą blondynką? - zapytałam go wreszcie, ale zapomniałam jak ona miała na imię.
- Z Ludmiłą? - nie wiedział o kim mówię.
Tak, to była Ludmiła!
- Tak, tak. - odpowiedziałam.
- No tak, a co? - znowu zadał pytanie. - Coś z nią nie tak?
Widać, że on bardzo ją kocha. Od razu się zaniepokoił. Czułam coś dziwnego w środku. Nie wiem co to oznacza...
- Nie, wszystko dobrze. - upewniłam go. - Tylko jak wpadłam na Ciebie i Fran na lotnisku, to myślałam, że to ona jest Twoją dziewczyną, bo do siebie pasujecie.
- Co? Ja i Francesca? Jak mogłaś tak pomyśleć? My? Nigdy! - mówił przekonująco.
- Nie chcę, żebyś miał wyrzuty, po prostu tak mi się wydawało. - próbowałam rozluźnić atmosferę.
- Przecież nic się nie stało. - i znowu się do mnie uśmiechnął.
Lepiej mi było, gdy patrzył na mnie i się uśmiechał. Miał takie piękne piwne oczy.
Gdy byliśmy już przed moim domem, zapytał:
- Idziemy jutro razem?
- Tak - uśmiechnęłam się.
- No to jesteśmy umówieni. - powiedział. - Pa, do jutra.
- Do jutra. - pożegnałam go i skręciłam prosto do domu.
--------------------------------------------------------------------
Ten rozdział dedykuję osobie, która mi pomaga, czyli Marysi ♥ Kocham Cię ♥
- Violetta Castillo. - usłyszałam moje imię.
To już czas. Musiałam tam iść i pokazać co potrafię. Problem jest w tym, że ja nic nie potrafię. ''Raz kozie śmierć'' - pomyślałam i weszłam do środka. Na początku miałam zatańczyć to piosenki ''Dile Que Si''. Jak skończyłam to zobaczyłam, że przy drzwiach stoi Fran, Cami, Leon i jakiś czarnowłosy, dziwnie ubrany chłopak. Następna ''runda'', w której miałam zaśpiewać ''Te Creo'', była dla mnie przyjemnością, do póki nie pojawiła się ta blondi. ''No, teraz musisz pokazać na co Cię stać, Violetta'' - mówiłam sama do siebie w myślach. Na szczęście wszystko poszło dobrze. Ostatnia ''konkurencja'' to granie na instrumentach. Też nie miałam z tym jakiegoś wielkiego problemu. Kiedy było już po wszystkim wyszłam stamtąd i mocno przytuliłam Francescę. Nie wiem czemu, tak jakoś, potrzebowałam tego.
- Poszło Ci świetnie! - Fran chyba trochę przesadziła.
- Nie, przecież... - Cami mi przerwała.
- Ty tak pięknie śpiewasz. - dziewczyna była zachwycona.
- Dziękuję Wam dziewczyny, jesteście kochane.
- Poszło Ci świetnie. - powiedział Leon.
- Dziękuję. - odpowiedziałam.
I nagle ta blondi.
- To miał być żart? - ten jej sztuczny śmiech. - Jak tańczyłaś to prawie się przewróciłaś, strasznie fałszowałaś, a od gitary odpadła struna, prawda?
- Ludmi, proszę Cię... - wydukał Leon.
- Żartem jest to, że mówisz do mnie takie rzeczy i się ośmieszasz. - powiedziałam i odeszłam.
Fran i Cami od razu do mnie podbiegły.
- Trochę przesadziłaś. - powiedziała Camilla otwarcie.
- Jesteś po jej stronie? - byłam rozczarowana. - Słyszałaś co ona do mnie mówiła? Jak mnie obrażała?
- Po prostu chodzi o to, że Ludmiła jest nieobliczalna. - wtrąciła się Francesca. - Może zrobić wszystko, żeby uprzykrzyć Ci życie.
- Ale ona nie może się tak do nas odzywać. - powiedziałam i odeszłam.
Jak one mogły jej bronić? Przecież słyszały jak ona się do mnie odzywa. I co? Miałam stać i nic nie robić? Miałam ochotę iść już do domu. Chwila... Przecież mogłam iść już do domu! Zobaczyłam, że Leon tez już idzie, więc pomyślałam, że możemy iść razem.
- Leon! - krzyknęłam.
Zaczekał na mnie przy wyjściu, a ja szybko się tam zjawiłam.
- Leon, pójdziemy razem? - spytałam.
- No pewnie. - odpowiedział z uśmiechem.
Gdy byliśmy już poza Studiem, to odważyłam go się spytać gdzie mieszka. Fajnie się złożyło: mieszkał cztery domy za mną.
- Chodzisz z tą blondynką? - zapytałam go wreszcie, ale zapomniałam jak ona miała na imię.
- Z Ludmiłą? - nie wiedział o kim mówię.
Tak, to była Ludmiła!
- Tak, tak. - odpowiedziałam.
- No tak, a co? - znowu zadał pytanie. - Coś z nią nie tak?
Widać, że on bardzo ją kocha. Od razu się zaniepokoił. Czułam coś dziwnego w środku. Nie wiem co to oznacza...
- Nie, wszystko dobrze. - upewniłam go. - Tylko jak wpadłam na Ciebie i Fran na lotnisku, to myślałam, że to ona jest Twoją dziewczyną, bo do siebie pasujecie.
- Co? Ja i Francesca? Jak mogłaś tak pomyśleć? My? Nigdy! - mówił przekonująco.
- Nie chcę, żebyś miał wyrzuty, po prostu tak mi się wydawało. - próbowałam rozluźnić atmosferę.
- Przecież nic się nie stało. - i znowu się do mnie uśmiechnął.
Lepiej mi było, gdy patrzył na mnie i się uśmiechał. Miał takie piękne piwne oczy.
Gdy byliśmy już przed moim domem, zapytał:
- Idziemy jutro razem?
- Tak - uśmiechnęłam się.
- No to jesteśmy umówieni. - powiedział. - Pa, do jutra.
- Do jutra. - pożegnałam go i skręciłam prosto do domu.
--------------------------------------------------------------------
Ten rozdział dedykuję osobie, która mi pomaga, czyli Marysi ♥ Kocham Cię ♥
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz